Parytet czy demokracja?

10.07.2009

Co pewien czas ożywają dyskusje na temat parytetu – takiej zmiany rzeczywistości, by kobiety mogły się przedostać do polityki.

“Za mało kobiet bierze udział w życiu politycznym, a ono na tym traci. W żadnej kadencji Sejmu kobiet nie było więcej niż dwadzieścia parę procent, a w senacie jest jeszcze mniej” – wskazuje Marek Borowski, były marszałek Sejmu Rzeczpospolitej (1).

Połowa miejsc na listach wyborczych miałaby uzdrowić życie polityczne.

“Kiedyś byłem zdecydowanym przeciwnikiem parytetu, bo uważałem go za sztuczny mechanizm, który łamie regułę wolnego wyboru, ale zmieniłem zdanie. Dziś sądzę, że powinien być jakiś mechanizm promujący udział kobiet w polityce: – stwierdza Maciej Płażyński, poseł na Sejm i marszałek Sejmu za czasów AWS (1).

Tylko, że promocja nie ma reguł narzucających wypuszczanie połowy niebieskich baloników.

“Parytet to element niezdrowej inżynierii społecznej. Kobiet w polityce powinno być więcej, ale lepiej by odbyło się to w sposób naturalny, przez nacisk opinii publicznej” – uważa Marek Jurek z PiS (1).

W lipcu 2009 roku w sondażu opinii publicznej inicjatywę czerwcowego Kongresu Kobiet Polskich, by partie oddawały połowę miejsc na listach wyborczych do Sejmu, PE i samorządów, poparło 61 procent badanych, przeciw było 27 procent.

Inicjatorki czerwcowego Kongresu Kobiet zaczynają namawiać polityków, by poparli ich pomysł. W Szwecji, Hiszpanii, Finlandii, Albanii po wprowadzeniu parytetu liczba kobiet w polityce wzrosła.

SLD zapowiedział projekt ustawy wprowadzający parytet w wyborach parlamentarnych 2011 roku – 30 procent, w kolejnych – do 50 procent, a także parytet w administracji publicznej oraz samorządowej.

“Polacy są zdegustowani polityką. Polski parlament cieszy się dwukrotnie mniejszym zaufaniem niż europejski. A skoro nie można liczyć na ratunek z UE, to chcielibyśmy zmiany proporcji płci w nadziei, że kobiety nie walczyłyby o władzę w tak żenujący sposób jak mężczyźni” – komentuje to psycholog społeczny Janusz Czapiński(2).

Zwolennicy parytetu przekonują: “połowie społeczeństwa oddajmy połowę miejsc”. Czyli 230 miejsc na ławach parlamentu? Nie, dodaja zaraz, połowa miejsc na lsitach wyborczych, to społeczeństwo zdecyduje… dziś mężczyźni popierają swoich, umieszczając ich na lsitach wyborczych, nie dając szans kobietom.

Czy kobiety powinny mieć równe prawa? Tak. Czy powinny mieć wymuszoną połowę miejsc na listach czy nawet więcej – obowiązkową połowę miejsc w ciałach wybieralnych czy nominowanych? Nie, bo to właśnie narusza zasadę równego traktowania.

Prawo nie powinno być używane do przełamywania społecznych stereotypów (które pokutują nie tylko w umysłach mężczyzn, ale również kobiet. To nie uzdrowi polskiej polityki, a śmiem także wątpić czy poprawi sytuację kobiet.

Źródła:
1. WBS, Kobiet w polityce więcej, ale jak?, Gazeta Wyborcza, 7 lipca 2009.
2. Renata Grochal, Naród za kobietami, Gazeta.pl, 10 lipca 2009.


Czwórka do brydża

10.07.2009

“”Cztery ugrupowania podzieliły miedzy siebie wyborczy tort i nic nie wskazuje na to, aby wyborcy odczuwali tęsknotę za nową partią, zwłaszcza że istniejące dostarczają wystarczających emocji. Polską politykę kształtuje spór między PO i PiS o sposób prowadzenia polityki, kształt i zadania państwa, politykę gospodarczą.

Dwie pozostałe partie – PSL i SLD – skupiają wyborców bądź klasowych, jak w przypadku ludowców, bądź zdefiniowanych historycznie. Dotychczasowe próby podważenia tego ukladu się nie powiodły. Ani SdPL nie zdałała uwieść lewicowych wyborców, aniżadna kanapowa prawicowa partia nie odebrała pierwszeństwa PiS” – analizuje sytację na polskiej scenie politycznej Katarzyna Kolenda-Zaleska w momencie gdy może się znów uaktywnić Stronnictwo Demokratyczne z Andrzejem Olechowskim i Pawłem Piskorskim na czele. I dodaje:

“Nuda i przewidywalność polskiej polityki mogą zostać przełamane. Ale na to potrzeba coś absolutnie nowego, wyjątkowego, a je światła odbitego od tego, co juz doskonale znamy”.

Źródło: Katarzyna Kolenda-Zaleska, Koniec nudy?, Gazeta Wyborcza, 7 lipca 2009.


Znaczenie pracy dziennikarza

06.04.2009

“Prasa dzisiejsza to potęga, której znaczenia trudno nie doceniać. Dziennikarstwo jest dziś jednym z najważniejszych czynników życia społecznego, dziennik zaś jest rzeczywistym zwierciadłem świata” – pisze w pierwszych słowach wydanego w 1947 roku podręcznika dziennikarstwa Tadeusz Zbigniew Hanusz*.

“Do niedawna, bo jeszcze na początku tego stulecia, praca dziennikarska była niedocenianą, a zawód dziennikarski był uważany za coś podrzędnego. Dziś prasa jest potęgą, bo chociaż dzieło dziennikarza jest krótkotrwałe, to jednakże wpływ tego dzieła zaznacza się wyraźnie na duchu epoki.

Przez dziennik, jako po gościńcu przechodzi wszystko, co dzieje się w wielkim rodzie ludzkim: od wysokiej polityki do drobnych wypadków dnia”.

Czy dziś w dobie Internetu i Web 2.0, wielu źródeł informacji, dziennikarstwo i dzienniki – rozumiane szeroko, również jako radio i telewizja – mają ciągle tak wielkie znaczenie? Czy spełniają swoje zadanie? A jeśli nie, to czy i jak muszą się zmienić?

* Tadeusz Zbigniew Hanusz, Dziennikarstwo, Spółka wydawnicza St. Jamiołkowski i T. J. Evert, Łódź 1947, strona 11.


Gwara śląska

04.04.2009

“Żywa gwara śląska, którą posługują się mieszkańcy na co dzień , pozostanie na zawsze dla nich znakiem ich rodzimej śląskiej ziemi. Zauważyłam, że podczas różnych folklorystycznych festiwali, godać po naszymu dla Ślązaków jest dumą. I niech tak pozostanie.

Rozwój gwary śląskiej podlega ogólnym procesom globalizacji, łączenia żargonów, języka mediów. Ważną rolę odgrywają szkoła, zwykłe codzienne życie, kontakty z ludźmi, wyjazdy. Zmianie ulega słowotwórstwo, fleksja czy fonetyka…” – stwierdza Małgorzata Kiereś, etnograf i dyrektor Muzeum Beskidzkiego w Wiśle.

I dodaje: “…język gwary, tak jak i język ojczysty był, jest i będzie żywy. I taki żywy, zmieniający się, jest akceptowany. Najważniejsze, że nadal jest częścią życia, narzędziem komunikacji dla wielu mieszkańców śląskiej ziemi”.

Źródło: wypowiedź Małgorzaty Kiereś dla Śląsk, za: Penetracje, Przegląd, 29 marca 2009.


Ludzie ważniejsi od państwa

21.02.2009

„Dwieście lat demokracji w Stanach Zjednoczonych, a także generacje demokratów, które przeżyły dwie wojny światowe w XX wieku spowodowały przyjęcie Uniwersalnej Deklaracji Praw Człowieka. Postęp w prawach człowieka wreszcie spowodował, że ludzie ważniejsi są od państwa.

W tym nowym porządku świata, niezależni od tego, gdzie mieszkają na świecie, handlują między sobą, prowadzą wspólne badania i produkcje, korespondują i wspólnie spędzają czas.

Na naszych oczach rodzi się nowy świat, gdzie los jednego człowieka, a zwłaszcza los grupy etnicznej, staje się naszym losem. Nasze indywidualne przeznaczenie będzie odtąd wynikać ze wspólnego przeznaczenia.

Chcemy czy nie chcemy, musimy się w ten proces wspólnego losu zaangażować i wziąć za niego wspólną odpowiedzialność. W tym nowym ładzie świata, idea interesu państwa-narodu musi rozpłynąć się w szerszym pojęciu interesu ludzkości”.

Ludzie stają się ważniejsi od państwa… to słowa otwierające granice, ale i usprawiedliwiające interwencję humanitarną.

Jak duży zasięg ma ów nowy porządek świata? Jak wielu ludzi obejmuje bezpośrednio – bo pośrednio wpływa w pewien sposób na wszystkich?

Co począć z tymi, którzy w tym porządku nie mogą się odnaleźć, z tymi którzy nie chcą w nim być, z tymi wreszcie którzy aktywnie przeciwniko niemu prostestują i walczą?

Źródło: Andrzej Targowski, Koniec państwa narodowego, Rzeczpospolita, 9 czerwca 1999.


Doświadczenie osobiste

15.02.2009

Doświadczenie polityki – a w niej demokracji pod wszystkimi jej postaciami – jest zawsze sprawą osobistą. Zależy od czasu i miejsca urodzenia, od doświadczeń życiowych. Naukowiec nie może uciec od bycia uczestnikiem zdarzeń w otaczającym go świecie. Dobrze jest więc pokazać, jaki jest ten świat dla mnie – jako uczestnika.

Urodziłem się na początku 1971 roku w Warszawie. Przeżyłem prawie siedemnaście i pół roku w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, większość dorosłego życia – w III Rzeczpospolitej. W to dorosłe życie Polsce wchodziłem w czasach niemal rewolucyjnych zmian – w życiu politycznym, obyczajach, technice.

Choć z komputerami mam do czynienia od szkoły podstawowej, to takie, o których piszę na dalszych stronach – komputery osobiste zgodne z IBM PC – poznałem dopiero na studiach. Po raz pierwszy z Internetem połączyłem się w 1994 roku. Pierwszy telefon komórkowy zacząłem używać kilka lat później.

Korzystam z dobrodziejstw globalizacji, z ogromnego ułatwienia przemieszczania się i porozumiewania w obrębie całego globu. Choć już przed 1989 rokiem odwiedzałem inne kraje – Bułgarię, Niemcy Wschodnie, Związek Radziecki, to później podróżowałem do znacznie większej liczby miejsc na świecie, w celach służbowych i rekreacyjnych. Mam krewnych i znajomych w różnych krajach; i choć znajdujemy się daleko od siebie, znajduję bez problemu wspólne tematy rozmów podczas spotkań – fizycznych czy wirtualnych.

Żyłem więc, a być może i żyję dalej, w czasach przełomu. Łatwo jest wskazać, gdzie ten przełom ma w Polsce początek. Dla polityki są to wybory w czerwcu 1989 roku, poprzedzone walką opozycji demokratycznej. Dla technik komputerowych i telekomunikacyjnych – druga połowa lat dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku.
Niełatwo jest natomiast określić kiedy ów przełom zakończy się.

Czy na przykład wtedy, gdy przekrój demograficzny użytkowników Internetu w Polsce będzie taki jak przekrój demograficzny naszego społeczeństwa i jednocześnie większość dorosłej ludności kraju będzie mo-gła z niego korzystać?

Słowem – wtedy gdy Internet przestanie być elitarny, stanie się dla nas równie powszechnym narzędziem jak telefon czy odbiornik telewizyjny? Można sobie przyjąć taką granicę, ale z pewności nie będzie to – jedyna.


Kto tworzy Wikipedię?

21.01.2009

Większość wykładowców akademickich zakazuje swoim studentom korzystania z Wikipedii jako źródła, zarówno w przygotowywaniu się do zajęć jak i podczas pisania prac zaliczeniowych.

Jednym z powodów jest to, że nie wiadomo, kto tworzy i poprawia artykuły w tej bardzo popularnej, ale i kontrowersyjnej internetowej encyklopedii. Powszechnie uważa się, że jest to wielkie grono autorów, ale głównie amatorów-zapaleńców, a nie profesjonalistów i ekspertów w danej dziedzinie.

Jeśli przyjrzeć się procesowi generowania i redakcji artykułów encyklopedii, to okazuje się, że za ich powstawanie odpowiada niewielki odsetek użytkowników. Spośród milionów czytelników Wikipedii, 1400 osób jest odpowiedzialnych za blisko trzy czwarte liczby edycji artykułów w całym serwisie. “Wikipedia, która miałaby reprezentować wiedzę całej ludzkości, reprezentuje w najlepszym razie wiedzę tej elitarnej grupki wikipedystów” – stwierdza Adam Golański.

Według cytowanych przez niego badań Jimbo Walesa, z Wikipedii, dotyczących anglojęzycznej edycji: “50 procent wszystkich artykułów jest redagowane przez 0,7 procent użytkowników – 524 osoby. Najbardziej aktywne 2 procent użytkowników (owe 1400 osób) odpowiada za redakcję 73,4 procent zmian (edits*)”. Pozostali wprowadzają w najlepszym razie drobne poprawki w pisowni.

Czy więc Wikipedia jest zbiorową mądrością ludzkości czy raczej dziełem nielicznej – jak na skalę przedsięwzięcia – grupy zapaleńców?
Czy może być traktowana jako poważne, naukowe źródło informacji?

* użycie takie metodologii wzbudziło pewne wątpliwości Aarona Swartza: “Wales liczył tylko liczbę zmian – to ile razy użytkownik coś zmienił i zapisał to. Czy wyniki nie byłyby inne, gdyby liczył, ile tekstu każdy użytkownik dodał?” . Swartz przeprowadził on własne badania, dochodząc do nieco innych wniosków niż Wales.

Źródło: Adam Golański, Wikipedia zgromadziła dość pieniędzy, ale wciąż brak jej wiarygodności, Webhosting.pl, 3 stycznia 2009, za: Aaron Swartz, Who writes Wikipedia?, Aaron Swartz, 4 września 2006.