„Jeszcze kilkadziesiąt lat temu na drogach i odpustach Europy spotkać można było śpiewających opowiadaczy, którzy pełnili rolę telewizji CNN dla ubogich, a zarazem duchowych przewodników” – pisze Filip Łobodziński. I dalej:
„W Europie wraz z pojawieniem się prasy, a później telewizji tradycja zgasła najprędzej. Uchowała się tam, gdzie media nie zdominowały publicznej refleksji, a więc w niektórych rejonach Ameryki Łacińskiej i przede wszystkim Afryki.
Giroci z zachodniej Afryki są do dziś szanowanymi członkami społeczności. Śpiewają o dawnych i świeższych historiach, przypominają o zapomnianych obyczajach i czynach bóstw. Mają status niemal książęcy, a zanim rozpoczną własną działalność, najpierw latami terminują u mistrzów”.
Dziś w tych rejonach coraz częściej wyręcza ich radio, które to właśnie jest najsilniejszym środkiem masowego przekazu w krajach Trzeciego Świata. Telewizja ma dużo mniejszy zasięg i służy przede wszystkim do rozrywki, prasa – jest dla nielicznych, w dużych miastach. A giroci zapewne ciągle chodzą po wsiach…
Źródło: Filip Łobodziński, Wracaj dziadu, Newsweek, 8 czerwca 2008.